Kiedy już żyć tu nie da się,
To wtedy cofam się w czasie,
Do Jury, do takiej epoki,
Gdy poziom mórz był wysoki.
I tutaj gdzie domek mój stoi,
Na górce, nie pośród szczytów,
Usypiam przy szumie przyboi,
Lub pływam wśród amonitów.
I jakoś mi tak wesoło,
Gdy patrzę na morze bez granic,
Gdy woda otacza mnie w koło,
I złościć nie muszę się na nic.
Nie ciążą mi żadne kredyty,
A czas mam tu tylko dla siebie,
Surowe jem belemnity,
Przed słońcem się w piachu zagrzebię.
A kiedy mi się uprzykrzy,
Na wyspie samotnie się biedzić,
To płynę kraulem najszybszym
Przyjaciół moich odwiedzić.
Ach w Jurze to było życie,
Choć czasem czas tam się dłużył,
Jak dobrze tam wrócić o świcie
I w morzu się ciepłym zanurzyć.