Gdy świat zapłonie jak szczapka drewna,
ze starym ładem przyjdzie się żegnać,
gdy tylko strata, bieda, głód,
kiedy pomoże tylko cud,
kiedy się piekieł otworzą bramy —
my przeczekamy.
Bo nic naprawdę się nie dzieje.
To tylko jest materii bryła,
i twardy granit wiatr rozwieje,
a my, jak żołnierz gdzieś na tyłach,
my przeczekamy.
Bo cóż ratować mamy tutaj?
Pył wspomnień?
Kilka groszy w skrzyni?
Spis błędów, które powtarzamy,
czekając wciąż na lepszy wynik.
Jaką nam wartość śmierć zabierze?
Dlaczego nad swym płakać losem?
My przeczekamy — ja w to wierzę —
jak zimę jeż pod liści stosem.
My przeczekamy rewolucje
i najstraszniejsze doświadczenie,
podkute buty i onuce —
my, niewidzialnych ludzi plemię.